Marsz Żywych
Łańcuszek z Gwiazdą Dawida Po raz pierwszy w tym roku uczestniczyłam w Marszu Żywych. Wcześniej słyszałam, że jest taka możliwość i nawet miałam pragnienie uczestniczenia, ale nic w tym kierunku nie robiłam.
Tym razem było inaczej. Wiem, że Bóg wszystko zaplanował i przygotował. Po prostu miałam tam być. Wlał w moje serce pragnienie i gotowość pokonania wszelkich przeszkód. Użył siostry, która była dla mnie ogromną zachętą. Przekazała mi reportaże z ubiegłych lat. Świadectwa uczestników Marszu, zarówno ze strony izraelskiej jak też polskiej, utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to szczególny czas i miejsce Bożego działania. Chciałam mieć w tym udział.
Jechałam z modlitwą, mając pewne wyobrażenia i oczekiwania. Ale kolejny raz Pan mi pokazał, że „myśli Jego to nie myśli nasze”, On „potrafi daleko więcej uczynić ponad to wszystko, o co prosimy albo o czym myślimy.”
Od pierwszej do ostatniej chwili atmosfera Marszu była szczególna. Trudno nazwać słowami towarzyszące mi odczucia. Tam, gdzie gromadzi się Boży lud – Jego umiłowany naród Izrael i Kościół Chrystusowy, Pan objawia swoją realną obecność. To wielki przywilej móc w tym uczestniczyć. Ale chciałabym podzielić się bardzo osobistym przeżyciem, jakiego z łaski Bożej doświadczyłam.
Pod koniec uroczystości podczas tradycyjnej żydowskiej modlitwy za przodków El Malei Rachamim oraz modlitwy Kadysz moją uwagę przyciągnęła stojąca przede mną trójka młodych Żydów – dwóch młodzieńców i dziewczyna; szczególnie ona. Z twarzą ukrytą w dłoniach modliła się, kiwając się. Do głębi mnie to wzruszyło. Tak bardzo jej współczułam. Modliłam się w duchu i błogosławiłam ją. Odśpiewanie „Hatikwy” zakończyło ceremonię. Dziewczyna odwróciła się. Twarz miała mokrą od łez. Poczułam wypełniającą mnie Bożą miłość. Podeszłam, odpięłam z bluzy ostatnią już plakietkę z błogosławieństwem aaronowym w języku hebrajskim i polskim, podałam jej. Wzięła do ręki, czytała. Obie wzruszone popatrzyłyśmy sobie w oczy i poczułam niewymowną więź, którą sprawia tylko Bóg. Ciepło ją objęłam, wtuliła się w moje ramiona. Pan tam był. Odczuwałam wyraźnie obecność Ducha Świętego.
Tak się rozstałyśmy. Idąc ku bramie, wciąż pozostawałam pod wrażeniem tego, co się stało. Byłam jak upojona. Jeszcze przez jakiś czas widziałam ją, aż zniknęła w tłumie. Wtedy Pan natchnął mnie pewną myślą.
Od kilku lat nosiłam na szyi złoty łańcuszek z Gwiazdą Dawida. Było to wyrazem mojej miłości do Izraela. Tam na drodze w Birkenau poczułam, że chciałabym jej to podarować. Należało bardziej do niej niż do mnie. Rozejrzałam się. Wokół zmierzające ku bramie tysiące. Zaczęłam się modlić: „Panie, jeśli to pragnienie jest od Ciebie, Ty sam sprawisz, że będę mogła je urzeczywistnić.”
Wyszłam na ulicę. Na wprost bramy stała jedna z grup izraelskich, a w niej… ona. Nie miałam żadnych wątpliwości – Pan kończył swoje dzieło. Podeszłam, pociągnęłam ją za rękę. Zdjęłam z szyi łańcuszek i położyłam na jej dłoni. W pierwszym odruchu zaczęła protestować. Kiedy jednak zobaczyła, że jest to Gwiazda Dawida, łzy wypełniły jej oczy. Jeszcze kręciła głową, ale jej spojrzenie mówiło coś innego. Zamknęłam jej dłoń, potwierdzając, że to już należy do niej. Pozostali z grupy w ciszy obserwowali całe zajście, oczekując, jaki będzie finał. Czułam ich akceptację i szczere wzruszenie. Dla nas wszystkich była to niezwykła chwila. Nie zamieniliśmy ani jednego słowa, ale dawno nie przeżyłam tak wymownej sytuacji. Podniosłam dłoń w geście błogosławieństwa. Pożegnali mnie ciepłymi uśmiechami.
Wciąż przeżywam to niezwykłe spotkanie. Mam tyle wdzięczności dla Boga za to, co uczynił. Błogosławię tę dziewczynę i modlę się o nią. Wiem, że to sam Święty Izraelski położył mi ją na sercu. Uzdolnił mnie w Mesjaszu Jeszui, abym mogła pocieszyć jedną z córek Jakuba a ona to przyjęła w tym szczególnym miejscu. Ufam, że Auschwitz – Birkenau stało się dla niej nie tylko miejscem opłakiwania cierpienia i zagłady Żydów, ale miejscem, gdzie Bóg błogosławi naród swego wybrania.
Prawdopodobnie nigdy się już nie spotkamy. Nie wiem, skąd przyjechała ani jak ma na imię. Ale na zawsze ma miejsce w moim sercu.
Dzielę się tym świadectwem przede wszystkim, aby Bogu oddać chwałę za Jego cudowne dzieła. Może będzie to dla kogoś zachętą do uczestniczenia w Marszu Żywych w przyszłym roku. We wszystkim niech będzie uwielbiony nasz Pan!
Teresa
Audycje radiowe
Audycje "Drzewa Oliwnego"
w RadioChrzescijanin.pl
w piątki o 15:45
i w poniedziałki o 17:00
radio
Zobacz na YouTube
Oglądaj nasze filmy na kanale YouTubeyoutube icon
Kontakt
05-402 Otwock 4
kom. 506 198 073
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.logo